Dokument o zmaganiach

To nie jest historia jednego błędu. To jest historia wieloletniego tresowania mózgu.

Od dzieciństwa wbijano mu jedno słowo jak gwóźdź: odpowiedzialność. Nie jako wartość, lecz jako nakaz. Nie jako wybór, lecz jako obowiązek absolutny. Mózg uczył się, że spokój i teraźniejszość są luksusem, na który nie zasługuje. Że życie „tu i teraz” jest podejrzane, a radość musi poczekać.

Najpierw była odpowiedzialność za oceny. Za bycie „kimś”. Za spełnianie oczekiwań, których nikt nigdy nie wypowiedział wprost, ale które wisiały w powietrzu jak wyrok. Potem odpowiedzialność za rodziców, ich decyzje, ich przeprowadzki, ich remonty, ich chaos. Skoro oni nie potrafią sami, on musi. Mózg nie pyta, czy chce. Mózg wykonuje polecenie.

Potem przyszedł związek. Od początku pomyłka. Ciało wiedziało. Intuicja krzyczała. Jednak odpowiedzialność była głośniejsza. Naciski, oczekiwania, poczucie obowiązku, to one podejmowały decyzje. Zostanie zamiast odejścia. Trwanie zamiast ucieczki. Gdy zabrakło pomysłu, dokąd iść, pojawiło się dziecko. Nie z miłości. Z lęku. Z bezradności. Z „odpowiedzialności”.

Teatr trwał latami. Iluzje były dopracowane. Rodzina na pokaz. Uśmiechy dla znajomych. Historia podana światu na tacy, tak przekonująca, że wszyscy ją łykali bez zadawania pytań. Odpowiedzialność za wizerunek. Za finanse. Za stabilność. Za „normalność”. Branie wszystkiego na siebie, bo przecież tak trzeba.

Mózg zamknął się w pętli. Mechanizm przetrwania działał bez przerwy. Brak miejsca na uczucia. Brak miejsca na siebie. Tylko zadania. Tylko role. Tylko kolejne „muszę”.

Aż po latach przyszła decyzja. Jedna. Prawdziwa. Szok dla otoczenia. Pęknięcie scenografii. Wściekłość tych, którzy woleli kłamstwo od prawdy. Bo prawda jest przecież niewygodna, pokazuje, jak łatwo wierzymy w iluzje.

Teraz jest szczęście. Prawdziwe. Obecne. Życie w końcu wydarza się teraz, nie „potem”. Jednak mózg, trenowany przez dekady w napięciu, czasem nie wytrzymuje.

Alkohol bywa zapalnikiem. Nie ucieczką, bywa odsłonięciem. Wyzwala prawdę, której na co dzień pilnuje kontrola. Wtedy pojawiają się burzliwe dyskusje. Słowa, które latami były zamknięte, nagle znajdują ujście. Jest gniew, jest żal, jest płacz, ale kurwa jest też autentyczność!

Z tych rozmów rodzi się terapia. Najpierw nieformalna, pomiędzy dwojgiem ludzi, potem coraz bardziej świadoma. Pojawia się poczucie wolności: mówienia, czucia, bycia niedoskonałym. Każda konfrontacja z prawdą rozluźnia dawny gorset.

Tak rodzi się świadomość. Powoli. Warstwa po warstwie. Coraz większa zdolność rozpoznawania, co jest echem starego przymusu, a co własnym głosem. Coraz więcej miejsca na wybór. Coraz mniej automatyzmu. Odpowiedzialność przestaje być więzieniem, zaczyna być decyzją.

To nie jest proces liniowy. To nie jest łatwe, ale jest prawdziwe.

Ten dokument jest zapisem tego, co robi z człowiekiem odpowiedzialność bez wyboru. Jak niszczy zdolność do radości. Jak uczy ucieczki od teraźniejszości. Jak każe mylić obowiązek z miłością.

Jest też dowodem, że nawet po kilkudziesięciu latach można przerwać to zamknięte koło. Choć mózg pamięta wszystko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *